Aktualności i Kronika

zajawka gloriaNie wiem, czy w kontekście Festiwalu Twórczości Chrześcijańskiej „Gloria Dei” jakiekolwiek porównania i odniesienia do szczęścia zaczerpnięte z terminologii karcianej będą całkiem na miejscu, ale znając upodobania wielu kapłanów do popularnego na Śląsku skata myślę, że i „oczko”, szczególnie w podwójnym użytym tu znaczeniu, nikogo tu nie zgorszy. Powiedziałem podwójnym, bo po pierwsze: wspomniany festiwal był właśnie organizowany po raz dwudziesty pierwszy, a jak wiadomo to właśnie ta liczba punktów osiągniętych w grze oznacza, że grającemu udało się naciągnąć „oczko”… No i po drugie – to oczywiście informacja dla niewtajemniczonych – jest to wynik najlepszy. Ale może po kolei. Wstyd się przyznać, ale jeszcze na dziesięć dni przed festiwalem nie wiedzieliśmy, że będziemy brali w nim udział. Na uroczystości z okazji niedawno obchodzonego Dnia Edukacji Narodowej otrzeźwiło mnie życzliwe zapytanie jednej z pań współtworzącej Radę Programową Festiwalu o nasz w nim udział…

Oczywiście, że planowaliśmy wystąpić na festiwalu, który miałem zakodowany tak jakoś na jesień. Ale gdzie tam jesień… Nie zdążyłem jeszcze zauważyć dostatecznie wyraźnie zmian zachodzących w przyrodzie i tego, że to już ten czas. Zostałem prawdziwie znokautowany przez podany przez życzliwą organizatorkę nieubłagany i zupełnie nieodległy, jak się okazało, termin. Mieliśmy nieco ponad tydzień… Stojąc tak nieco ogłuszony i pełen żalu do własnej sklerozy, ledwie dosłyszałem ostatnie pytanie. – Będę – odpowiedziałem, naśladując komisarza Rybę z popularnej przed laty polskiej komedii, po czym poprawiłem się:  – Będziemy, oczywiście… Pozostało mi jeszcze tylko żeby to powiedzieć zespołowi… Wiem, że moi wychowankowie nie lubią pracować w pośpiechu. A tu trzeba było jeszcze napisać piosenki, – to znaczy teksty, bo piosenki wybrałem już w zeszłym roku – zrobić do nich aranżacje i się ich nauczyć. Z pomocą przyszedł mi na szczęście wujek Google, który pomógł mi przetłumaczyć teksty. Następnego dnia rano prawie gotowe były polskie słowa, które w dość znacznym stopniu oddawały treść i nastrój pierwowzorów. Należało przejść do sedna. Największą trudność rodziło chyba rozbicie utworu na głosy. Tym razem aż na trzy głosy, którymi musieliśmy się podzielić. Było to nie lada wyzwanie. Postanowiłem, że dziewczyny zaśpiewają wspólnie pierwszy, a my z Grzesiem kolejne. Na pierwszej próbie Kasia była całkiem blada, za to Ewelina, ku mojemu pocieszeniu zdradzała elementy nadziei. Ustaliliśmy tonacje obydwu utworów i postanowiliśmy, że bez walki się nie poddamy. Następnego dnia były już gotowe aranżacje i przystąpiliśmy do orki na ugorze. Po sześciu godzinach nieustannego powtarzania poszczególnych fraz, kompletnie wypompowani, umówiliśmy się na kolejną próbę. Nikt już nie wierzył, że ćwiczone piosenki mogły się kiedykolwiek komuś podobać. Czy miało zatem sens dalsze ich ćwiczenie? Po przespanej nocy utwory nie wydawały się nam już takie złe. Okazało się, że dosyć dużo zapamiętaliśmy z poprzedniego dnia. Po kolejnych dwóch godzinach wszystko zaczynało jakoś brzmieć. Następnego ranka „jakoś” zaczęło zamieniać się w „jakość”, wprawdzie jeszcze nie najwyższego lotu, ale już dało się tego słuchać. Kolejne powtarzania pozwoliły nam pozbyć się tekstów na kartkach. Zaczęło być fajnie. Zdążyliśmy. W sobotę, nie bez tremy, zaprezentowaliśmy plon naszej pracy przed konkursowym Jury, które ku naszemu zaskoczeniu przyznało nam nagrodę. Dodatkową i to porównywalną radość sprawił nam telefon z zaproszeniem do wzięcia udziału w koncercie finałowym festiwalu z jedną z dwóch naszych piosenek. W niedzielę w kościele pod wezwaniem św. Pawła w Nowym Bytomiu odbieraliśmy z rąk pani prezydent Grażyny Dziedzic nagrodę. Wracając do ławki dostrzegłem wśród licznie zebranych w kościele osób panią, która kilka dni temu przypomniała mi o festiwalu. Głośno klaskała wraz z innymi. Nasze spojrzenia spotkały się na chwilę. Uśmiechała się do nas. Powiedziałem niemal bezgłośnie: „dziękujemy bardzo”, bo wśród tych braw i tak by nie usłyszała. Chyba jednak usłyszała, bo odwzajemniła ukłon, a jej uśmiech stał się jeszcze bardziej serdeczny. Na dyplomie było napisane, że zajęliśmy pierwsze miejsce. Nie sposób opisać naszej radości. No cóż, po prostu udało nam się naciągnąć „oczko”… Chwała Bogu! Gloria Dei!

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49